ETEROWY PIKNIK 2002
czyli..
co łączy zamek Czocha z
Jeziorem Kierskim?
15 czerwca w Poznaniu-Kiekrzu nad jeziorem
Kierskim odbył się kolejny,
czwarty OGÓLNOPOLSKI ETEROWY PIKNIK -
HAMFEST 2002.
W trakcie pikniku można było kupić lub sprzedać
sprzęt i części przydatne w amatorskiej radiokomunikacji.
Pogoda oczywiście dopisała, a z dodatkowych
atrakcji można było podziwiać zawodników na deskach surfingowych.
Firma nasza, będąca współorganizatorem
imprezy, wykonała w tym dniu nietypowe przedsięwzięcie.

Oto kilka ujęć z przebiegu imprezy.

Aby jednak odpowiedzieć na postawione w tytule
pytanie, musimy cofnąć się do roku 1909, kiedy zamek Czocha kupił niejaki
Ernest Gütschow. Jeżeli nie słyszeliście Państwo o zamku Czocha - nic w
tym dziwnego. Nie uszczupliła mu wyglądu zawierucha wojenna, a najdziwniejszą
rzeczą jest to, że oddany do ruchu turystycznego został dopiero w 1995 roku
!!! Pomijany permanentnie we wszystkich przewodnikach i mapach, był bowiem
"obiektem wojskowym".
Niemcy uciekając na zachód, ukryli
wiele skarbów na naszych terenach, głównie na Śląsku, gdyż nie
przypuszczali, że Śląsk będzie po wojnie należał do Polski. Jednym z
takich miejsc był właśnie zamek Czocha.

Wiele cennych rzeczy tam znalezionych (książki,
srebra, ikony) zostało rozgrabionych w latach 1945-1949 przez ówczesne ludowe
władze, zajmujące się inwentaryzacją i zabezpieczeniem mienia
poniemieckiego. Oczywiście, nie wszystkie ukryte
dobra zostały odnalezione.
Sprawę ukrywania potężnej części dzieł
sztuki, niemieckie władze zleciły profesorowi Günterowi Grundmannowi. Nauczycielowi
historii sztuki, a parę lat przed wybuchem wojny, byłemu
okręgowemu konserwatorowi zabytków. Wyszukiwał
on na terenie Rzeszy różne "schowki" i prowadził prace związane
z ukrywaniem kosztowności.
Śladem Grundmanna podążało wielu poszukiwaczy,
wliczając także gen. Kiszczaka w latach 80-tych. Właściciel,
Gütschow, gromadził przez lata na zamku swoje dobra. Jest mało
prawdopodobne, iż podczas ich wywożenia i ukrywania nie miał kontaktu
z Grundmannem, który koordynował tego typu prace. Z odnalezionych
dokumentów wynika, ze Grundmanna w ogóle nie interesował się zamkiem
Czocha, a to jest przecież niemożliwe! Niedaleko zamku, w Lubaniu,
mieszkał jego dziadek u którego często bywał. Do zamku wiec miał
niejako sentyment.
W owym
czasie w Poznaniu wysoko postawieni funkcjonariusze III Rzeszy lubili
odpoczywać po pracy nad jeziorami. Przykładem jest Artur Greiser, który nad
Jeziorem Góreckim koło Poznania wybudował podczas wojny swoją rezydencję
(obecnie budynek Dyrekcji Wielkopolskiego Parku Narodowego). Natomiast nad
jeziorem Kierskim, w niewielkim domku odpoczywał funkcjonariusz gestapo
o nazwisku Braun.
Jedyną rzeczą, łączącą Grundmanna i Brauna -
była wspólna szkoła !! (odpowiednik naszego gimnazjum) i to był dla nas
punkt zaczepienia, do wysnucia pewnej hipotezy.
Otóż, istnieje duże prawdopodobieństwo, że
Grundmann i Braun utrzymywali ze sobą kontakt nie tylko służbowy. Istnieje
też możliwość, że Braun przygotowywał na prośbę Grundmanna jakieś
miejsce do przechowania części kosztowności. Jeden z transportów z
zamku, udających się do Gdańska, mógł przecież prowadzić przez
Poznań. Błyskawiczna wymiana skrzyń z ładunkiem mogła mieć na
celu zmylenie późniejszych tropicieli, a wyrzucenie za burtę skrzyń-atrap,
po wypłynięciu statku z Gdańska, całkowicie zacierało ślady.
Być może nocami z domu Brauna nad jeziorem
Kierskim, grupa płetwonurków budowała schronienie dla przyszłego ładunku.
Jezioro to, ze względu na małą głębokość wydawało się nieciekawym
terenem dla późniejszych eksploratorów. Ponadto w tamtych czasach, było
zupełnie niezamieszkałe.
Zaopatrzeni w stare mapy dedukcję oraz intuicję
zaczęliśmy już wcześniej poszukiwania
za pomocą echosondy.
Korzystając z archiwów kościelnych, próbowaliśmy
dojść do ewentualnych
świadków tamtych czasów, jednak bezskutecznie.
Po wstępnych oględzinach wytypowaliśmy trzy
miejsca godne uwagi. Jedno z nich wydawało się bardzo ciekawe i godne
penetracji.
Prace te, trwały z przerwami kilka lat. Z tego
tez powodu zmieniliśmy
miejsce Eterowego Pikniku.
Proszę sobie przypomnieć, ze dwa pierwsze
spotkania odbyły się w ośrodku MSWiA
a dwa następne w Klubie Żeglarskim.
W tym roku postanowiliśmy spenetrować przy
pomocy kamery podwodnej
interesujące nas miejsce.
Obraz z kamery został przekazany drogą radiową
do naszego centrum odbiorczego i zarejestrowany na komputerze przy pomocy
systemu MultiCam.
Oto zdjęcia z tej eskapady.

Elementy użyte do eksperymentu:
1.Część nadawcza:
kamera wodoszczelna TC-5854/08A (380 TVL, 0,5
LUX),
Nadajnik 3D (1200Mhz, 10mW),
antena nadawczo-odbiorcza 3D (5-cio elementowa, 1200Mhz),
Zasilanie części nadawczej: baterie alkaliczne (8 x 1,5V).
2.Część odbiorcza:
antena ATK-7/1200 (9,5dB, 7 elementów),
analogowy tuner satelitarny pracujący jako odbiornik w paśmie 1200 MHz,
komputer z systemem “MultiCam”,
Zasilanie części odbiorczej: sieć 220V.
Oczywiście radiotelefony zapewniały bezbłędną
dwustronną łączność.

Sercem zestawu była kolorowa kamera TAYAMA
umieszczona na długim wysięgniku.

Stacja odbiorcza. Po lewej kolega Wojtek Górecki,
specjalista od interpretacji zdjęć satelitarnych i lotniczych, astronom z zamiłowania,
zajmujący się w naszej firmie cyfrową obróbką obrazu.
Niebagatelną rolę w całej ekspedycji odegrał
kolega Arek Pioch-Sławomirski (po prawej) globtroter i nieustraszony
poszukiwacz przygód, zajmujący się w firmie techniką mikroprocesorową.

Odbiór obrazu na częstotliwości 1200 MHz zapewniała
antena przymocowana do bagażnika samochodu.

Kierownikiem wyprawy (w jasnej koszuli) był
kolega Darek Janowski, grotołaz, płetwonurek i krótkofalowiec w jednej
osobie, zajmujący się w firmie transmisją bezprzewodową i techniką
wysokich częstotliwości. To on skompletował i przetestował cały potrzebny
sprzęt.

W drodze na niebezpieczną misję....

W tym samym czasie obraz z kamery przekazywany
jest do naszej stacji odbiorczej.
Powyższe zdjęcie jest jednym z archiwalnych
zapisów, zarejestrowanych przez system MultiCam.

Wyposażeni w GPS, zlokalizowaliśmy interesujące
nas miejsce.
Zdjęcie pokazuje obraz tuż przed zanurzeniem.
W oddali widać ośrodek ŻLKS, gdzie odbywa się
Eterowy Piknik.
Odległość od brzegu około 400 metrów.

Podwodne zdjęcia z poszukiwań

Cały sprzęt spisuje się doskonale

I nagle...JEST !!!!
Cel naszej wyprawy !!!

Niby słup, albo resztki jakiegoś pomostu.
Zatopione bezużyteczne szczątki.
Cudowny, wspaniały kamuflaż.
Pozostałości metalowych obejm powodują,
że użycie w tym miejscu wykrywacza metali staje
pod znakiem zapytania.

Im głębiej się zanurzamy tym mniej światła
dociera do kamery.
Obraz staje się czarno-biały.

Nie ruszamy niczego. Istnieje możliwość zainstalowania w
tym miejscu bomb porcelanowych, niemych strażników tamtych czasów. Dziwne
otwory z boku słupa mogą być otworami technologicznymi, a mogą też umożliwiać
rozbrojenie ładunku.
Zostawmy ten temat specjalistom.
Co kryją wewnątrz słupy i co jest pod nimi?... być może
wkrótce się dowiemy!

Misja zakończona powodzeniem.
Powrót do bazy.

Zdjęcie z drogi powrotnej wykonane z lądu,
obiektywem 380 mm.
Kolega Darek trzyma kamerę na wysięgniku wraz z
nadajnikiem, natomiast kolega Arek pełni roję inteligentnego rotoru
antenowego, kierującego antenę zawsze w naszym kierunku (poprzednie zdjęcie
jest obrazem kamery wykonanym w tym samym czasie z łodzi).

Radość ze szczęśliwego powrotu, to ostatnie
zdjęcia zarejestrowane przez system MultiCam.
Kilkuletnie nasze starania i praca zakończona
satysfakcją.
Odkrywanie tajemnic przeszłości, dokonuje się
tak naprawdę w zaciszu domowego fotela, kojarząc
pozornie nie związane ze sobą fakty.
Zapraszamy na Eterowy Piknik w przyszłym roku!
UWAGA! Subiektywny pogląd na niektóre wydarzenia, a
także nadinterpretacja faktów w niniejszym artykule, nie odbiega zasadniczo
od normy stosowanej obecnie w mediach.